eGospodarka.pl
eGospodarka.pl poleca

eGospodarka.plPrawoGrupypl.soc.prawoObowiązek służb ścigania wykroczeniaRe: Obowiązek służb ścigania wykroczenia
  • Data: 2022-07-29 12:54:26
    Temat: Re: Obowiązek służb ścigania wykroczenia
    Od: Dawid Rutkowski <d...@w...pl> szukaj wiadomości tego autora
    [ pokaż wszystkie nagłówki ]

    piątek, 29 lipca 2022 o 00:00:03 UTC+2 Krzysztof kw1618 napisał(a):
    > W dniu 2022.07.28 o 23:13, Kris pisze:
    > >> Skąd oni się biorą?
    > > Sygnaliści?
    > > Wg mnie nudzą się. Bo wisienek z tego chyba nie ma
    > Matka z dzieckiem w wózku nie przejdzie, inwalida na wózku nie
    > przejedzie, jak chcesz prawidłowo postawić samochód, to na kilka razy
    > trzeba 1 i R, bo burak postawił tak, że manewru nie zrobisz.

    No, ten ostatni argument może do niego troszkę trafi, ale to raczej ten typ, co to
    ani matką z dzieckiem w wózku ani inwalidą na wózku nie jest, a wyobrażenie sobie
    takiej
    sytuacji w głowie się nie mieści.
    Mieszka na wsi, gdzie każdy ma garaż, a nikt obcy nie ma żadnego interesu, żeby mu na
    ulicy
    pod domem parkować, bo to taka dziura, że nie ma po co przyjeżdżać - więc nie wie, co
    to znaczy.
    Ale do miasta, żeby cokolwiek sensownego załatwić, pojedzie oczywiście blachosmrodem
    robić korki, zbytnia "szlachta" na pociąg i komunikację miejską.
    A skoro miasto "nie zapewnia mu parkingu" - i to darmowego oczywiście - to postawi
    w miejscu niedozwolonym, bo "on musi".
    Nie przeszkadza przecież sobie ani "swoim", tylko mieszkańcom tego miasta - a to,
    że miasta nie są dla samochodów tylko dla ludzi, to "niegościnność".
    A to, ze garaż w tym miejscu kosztuje 35k albo 300zł/miesiąc, to nie jego sprawa.
    No i oczywiście ci mieszkańcy miasta, którzy nie mogąc uniknąć jego buraczenia,
    chcą przynajmniej coś z tego dla miasta mieć, będą "sygnalistami" - dobrze że nie
    "konfidentami",
    bo i tak potrafią się "skrzywdzeni" odgryźć ;> (tak jak w jednej żabce: "podziękujmy
    konfidentom piszącym donosy do pip za to, że nie będziemy mogli zrobić zakupów w
    niedziele").

    Ten sam motyw jest z jeżdżeniem rowerem po chodniku.
    "Po jezdni nie będę jechał bo może mnie potrącić samochód" - ale to, ze sam może
    potrącić
    pieszego, np. małe dziecko, już nie wspomni - a to akurat pieszy ma prawo być
    wszędzie na chodniku,
    a rowerzysta prawa nie ma. Tylko co komu z tego prawa w szpitalu?
    Ale on "rowerem musi" i we łbie się nie zmieści, że alternatywą dla jeżdżenia rowerem
    po jezdni nie jest
    jeżdżenie po chodniku, a pójście na piechotę lub ew. prowadzenie roweru do miejsca,
    gdzie można
    bezpiecznie wsiąść i pojechać.
    "Przepraszam" i "dziękuję" usłyszałem chyba dwa razy w życiu, w tym raz od gościa
    jadącego z dzieckiem poniżej
    10 lat, więc też od "pieszego".

    A jacy są obrażeni na zwrócenie uwagi, raz taki grubasek na rzucone "k*a, szybciej"
    po wyminięciu na wąskim
    chodniku się zatrzymał z piskiem opon - ale na propozycję zaczekania na policję
    wskoczył na ten
    swój pojazd i zaczął po chodniku, a potem przejściu dla pieszych, spierdzielać
    jeszcze szybciej.
    Ciekawe, czy jakby na tym przejściu ktoś go walnął samochodem, to byłaby moja wina?

    Trudno zdecydować, jak traktować dzwonienie - z jednej strony burak, a drugiej choć
    daje sygnał,
    że się zbliża i będzie wyprzedzać - bo kolejna przypadłość "chodnikowych rowerzystów"
    (czyli mentalnie
    poniżej-10-latków) to brak możliwości wyobrażenia sobie, że roweru, który podjeżdża
    od tyłu, nie słychać.
    Pamiętam historię z przystanku - chodnik szeroki na niecały metr, jeszcze ławeczka
    stoi (wiata
    się nie zmieściła), obok słupek, ludzie stoją i czekają - a chodnikiem jedzie burak i
    zaczyna
    dzwonić. Nikt się nie ruszył, to ten stanął i dzwoni dalej. Kobitka go w końcu
    opierdzieliła,
    a ten taką zdziwioną minę zrobił, że można mu nie ustąpić, jakby inny wszechświat
    zobaczył...

    W "Patafii" były różne sposoby zarabiania pieniędzy - np. taki, że w uliczkę wjeżdża
    samochód i zaczynał
    napierdzielać z głośników. Po chwili ustawiała się kolejka, każdy rzucał banknot i
    samochód odjeżdżał
    w następną uliczkę.
    Przybysze z "normalnego" kraju okazali się agresywni - ich sposobem byłoby
    wywleczenie gości z tego
    samochodu i spuszczenie im wpie*u. I jak oceniać tą sytuację?

    To coś jak z mechanicznymi-silnikowymi środkami do sprzątania.
    Czy to nie da się znaleźć nikogo do roboty ciecia, co miotłą po cichu zamiecie?
    Tylko te silnikowe dmuchawy, którymi nie sprzątają, a wrzucają śmieci na trawnik?
    Nie mówiąc o hałasie?
    Albo teraz spółdzielnia ma chyba nowy nabytek - jakiś taki mini-wózek do zamiatania,
    cztery szczotki, ale hałasuje tak niesamowicie, że naprawdę nie wiem, co w nim może
    tak hałasować.
    Nie jest to raczej silnik, bo ten brzmi inaczej.
    W środku oczywiście koleś z petem w ryju.

Podziel się

Poleć ten post znajomemu poleć

Wydrukuj ten post drukuj


Następne wpisy z tego wątku

Najnowsze wątki z tej grupy


Najnowsze wątki

Szukaj w grupach

Eksperci egospodarka.pl

1 1 1