-
1. Data: 2002-01-24 08:12:52
Temat: Porady prawnej szukam... zwrot stypendium
Od: ArekO <a...@i...pl>
Witam
Pomocy bo nie wiem jak to rozegrać...
Problem jest następujący... jestem (ciągle jeszcze) "uczestnikiem
dziennego studium doktoranckiego" ale chcą mnie skreślić z listy (czyli
wywalić). Jestem na 4tym roku i zawaliłem termin otwarcia przewodu (a
miałem go do września... przedłużono go do grudnia). Wiem, że szkoła
będzie się domagać zwrotu pobranego stypendium. Czy w razie odmowy
spłacenia go przeze mnie szkoła ma duże szanse wygrać ewentualnie
wytoczony mi (jakby sie zdecydowala) proces ?
Podczas studiów w ramach "pensum" przeprowadziłem łącznie prawie 500h
dydaktycznych (prowadziłem ćwiczenia ze studentami) za które nie
dostawałem dodatkowych pieniędzy (były one w ramach "pensum"
doktoranta). Kwota zwrotu stypendium zostanie pomniejszona
(automatycznie lub na moja prośbę po odwołaniu.. jeszcze nie wiem) o
wartość przeprowadzonych przeze mnie ćwiczeń ale wg bardzo "korzystnego"
przelicznika bo aż po ok. 20pln /h. Stypendium pobrałem łącznie około 35
tys. a wartość (wg przelicznika) przeprowadzonych godzin wg licznika to
około 10 tyś więc dług do zwrotu to jakieś 25 tyś. Resztę "podobno" może
szkoła umorzyć w 50% czyli zostanie około 12-13 tys.
Nie bardzo widzi mi się spłata długo bo:
1) nie mam tych pieniędzy (podobno szkoła na raty rozłożyć może kwotę)
2) nie czuję się jedynym winowajcą bo tak się dziwnie składa, że tylko
doktoranci tylko z tego zakładu nie otworzyli się w terminie (wszyscy
inni zrobili to) więc uczelnia (poprzez "zakład", który nie bardzo
interesował się naszym naukowym rozwojem a często - w zasadzie zawsze..
poza godzinami z pensum dawał "propozycje nie do odrzucenia" wzięcia
dodatkowych godzin na umowę zlecenie) przyczyniła się do takiej sytuacji
3) Nie widzę przez najbliższych kilka lat możliwości spłaty nawet w
ratach tej kwoty (spłacam kredyt)
4) Poniewaz uslyszalem kiedys od szefa zakladu, ze naszym (doktorantow)
podstawowym obawiazkiem jest prowadzenie zajec ze studentami i po to tu
jestesmy uznalem, ze "doktorant" to taki asystent zatrudniony na czarno
od ktorego nie placi sie ZUSu, podatku, nie daje mu sie 13stku -
poniewaz z tego "podstawowego" obowiazku wywiazywalem sie nalezycie
dlatego nie czul bym sie oszustem gdybym kasy nie zwrocil
Od znajomego po wyższej szkole wojskowej usłyszałem, że ktoś tam jego
znajomy zrezygnował ze szkoły (a brał on żołd w tej szkole i niby na
zasadach takich, że jak zrezygnuje i odejdzie do cywila to musi zwracać
kasę) i szkoła wytoczyła mu proces... po jakiś tam przepychankach /
apelacjach chłopak wygrał proces i nie zwracał kasy...
Inaczej: czy regulamin studiów doktoranckich, który mówi, że jak się nie
ukończy to trzeba kasę zwracać jest prawną podstawą dla szkoły do
łatwego wygrania procesu ? O ile sięgam pamięcią nie podpisywałem
niczego, że akceptuję takie warunki i że zapoznałem się z regulaminem.
Pozdrowienia,
Arek